Strony

sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział 2


 Jeśli uważałem, że wszystko, co złe, kumuluje się w osobie Angelo to zapomniałem o jednym.
 Istnieją rzeczy gorsze od wnerwiająco uroczego i niewinnego, błękitno okiego chłopca z predyspozycjami na damę do towarzystwa.
 Bo gdyby to właśnie ten słodki nielot był definicją zła tkwiłbym w tej sytuacji z nim. I tylko z nim. A wtedy mógłbym to zło zdeptać i myśleć tylko o jasnej stronie mocy. Bo to obrzydliwe zło było bezbronne.
 Dlaczego ja dałem się w to wciągnąć? W końcu Hiyori nie posiadał niebiańskiego głosu, który by mnie uwiódł, nie zważając na jego prawdziwą płeć. Także jego dar przekonywania miał swoje wyznaczone przeze mnie granice, za które nie siegał.
 A mimo to, marnowałem ten piękny dzień zdając sobie sprawę jak bardzo dałem się oszukać.
 No właśnie. W końcu Hiyori wcale do niczego mnie nie musiał przekonywać. Po prostu spytał mnie o jedno.
 "Idziesz jutro na kręgle?"
 O tak. Prawdziwe pytanie z filmu grozy, po którym  p o w i n i e n e m  się domyśleć, że coś tu jest nie tak. Ale nie. Dla mnie było to pytanie z pokroju tych zwyczajnych. W końcu mr Shirahime bardzo chciał, bym zaczął cenić atuty tegoż pięknego kraju i jego niesamowitej stolicy, przez co co chwilę mnie gdzieś wyciągał.
 A ja postanowiłem poraz kolejny mu na to pozwolić.
 Miałem ku temu pare osobistych powodów.
 Po pierwsze nie zamierzałem przecież spędzać całego dnia we własnym pokoju, by użalać się nad wymieraniem mojej weny twórczej.
 Po drugie ze służbą nie mógłbym nawet nawiązać poważnej rozmowy, gdyż zawsze schodzili mi z drogi, udając cienie za donicami z palmami.
 Swoją drogą oryginalnie potrafili się wkomponować w tapety na ścianach.
 Teraz miałem za swoje.
 Zapomniałem, że ten ciemnowłosy typek zawsze ma ukryte zamiary i nigdy nie jest bezinteresowny.
 Właśnie dlatego już nigdy, przenigdy się nie zgodzę na  n i e w i n n e  wyjście na kręgle!
 Umówiłem się z nim w Dzielnicy Handlowej Ginza na słynnym skrzyżowaniu Chuo dori z Harumi dori przy budynku z galerią Nissana* (Choć ja nigdy o nim nie słyszałem. T a k  było słynne). No cóż. Przynajmniej miałem pewność, że dotrę tam samodzielnie bez ciągłych telefonów do Hiyori'ego.
 Wsiadając w linię Ginza metra Toei miałem wielką nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie zaliczał się do tych udanych (choć akurat w tym kraju mało który dzień sprawiał, że byłem zadowolony). Jednak znudziło mi się już to moje ciągłe otępienie i liczyłem na to, że znajomi Shirahim'iego zdołają mnie rozerwać. Na Hiyori'ego w tej sprawie akurat liczyć nie mogłem.
 Wykazując się "wielką" cierpilowością dojechałem na moją stację, choć niby na komunikację miejską w tym kraju nie miałem co się uskarżać. Wszystko szło tu sprawnie. W końcu to Japonia! Znaczy się jedyny jej atut.
 Po wyjściu z czeluści przepastnych linii metra z powątpiewaniem wpatrzyłem się w stalową konstrukcje z napisem GINZA STA. pod wymownymi japońskimi krzaczkami. Przynajmniej wiedziałem niemal na pewno, że dotarłem na miejsce. Gdy przepchnął się koło mnie kolejny very very busy Japanese man, postanowiłem się ruszyć, a nie udawać Mojżesza z tłumem zamiast Morza Czerwonego.
 Idąc ulicą, po której już przechadzały się spore grupy ludzi, starałem się znaleźć moją bezpieczną przystań, przy której GPS uspokoi mnie stanowczym "Jesteś u celu". W końcu odnalazłem wzrokiem budowlę NISSAN'a. Szkoda, że widok tych dwóch złotych gwiazd z podpisem SAPPORO na szczycie budynku mnie nie uspokajał. Może chodziło o inną galerię Nissan'a? Niby wiem, że to głupia wątpliwość, ale co ja na nią poradzę? Nie mogłem wiedzieć tego na pewno póki nie zgarnie mnie z ulicy Hiyo.
 Dobra. Najpierw musiałem postarać się w miarę bezpiecznie przejść przez skrzyżowanie. Ych. Z tymi japończykami i turystami, zatrzymującymi się co krok nie będzie to łatwe.
 Obejrzałem się za siebie. W oddali widniał biały budynek z napisem LIXIL. Postanowiłem pokonać skrzyżowanie przechodząc koło przeszklonej, walcowatej wieży z czerwonym napisem RICOH, a także niewiele mi mówiącym, umieszczonym pod spodem, zielonym napisem C'BON. Niby wiedziałem, że jest to budynek San’ai dorimu senta**, ale był to tylko suchy fakt, który w niczym by mi nie pomógł. Widok domu handlowego Mitsukoshi***, neorenesansowej fasady Wako**** jedynie mocniej upewnił mnie w fakcie, że znajduje się na właściwym skrzyżowaniu. Tak niewiele, a tak dużo dla mnie znaczyło.
 Na moje szczęście dość szybko znalazłem się pod napisem NISSAN GALLERY GINZA. Tam też postanowiłem czekać na przyjaciela.
 Zdjąłem z ramienia torbę, położyłem ją sobie koło nogi i przeciągnąłem się, obserwując mocny nurt rzeki, złożonych z "żółtków". Starałem się wyłowić z tej dziwnej wody mojego czarnowłosego dręczyciela.
 Po pewnym czasie dałem sobie spokój z przemęczaniem oczu i zacząłem przyglądać się wejściu do galerii, przy której stałem. Kilka dni temu zaciągnął mnie tu Hiyori, chcąc zachwycić moją osobę niesamowitym wnętrzem budowli, a także jej zadziwiającej, poruszającej każde męskie serce oranżerii. Niestety wizyta w tym miejscu wzbudziła we mnie jedynie rozmyślania na temat dziwnego podobieństwa tego miejsca do jednej ze scen z bajki "Auta 2". Byłem niemal pewien, że w tym miejscu Zygzak McQueen musiał odciągać Złomka od szyb, za którymi "Chiniole" w wersji umotoryzowanej uprawiali ryż.
- Hejka, Rill.- Z zamyślenia wyrwał mnie głos Hiyori'ego.- Długo tu już stoisz?
- Jezu, kiedy ty tu podszedłeś?- Nie kryłem swojego zaskoczenia, ani mimowolnego wzdrygnięcia. Nie lubiłem jak ktoś w ten sposób napędzał mi stracha.- Czy ty zawsze musisz się poruszać tak bezszelestnie?
- E tam. Zaskoczyłem cię tylko dlatego, że jesteś gaijin. Was nietrudno zaskoczyć.- Chłopak błysnął swoimi białymi zębami w złośliwym uśmiechu, który po chwili się wypogodził, gdy wywróciłem oczami.
- I powiedział to człowiek, którego wypuścili do świata z taśmy produkcyjnej?- Zawsze irytował go fakt, że uważałem go za takiego samego jak cała reszta japończyków. Bo przecież on się wyróżniał! Nie każdy miał taką atletyczną budowę ciała, kruczoczarne włosy i tego samego koloru oczy, a już na pewno nikt nie potrafiłby podrobić jego firmowego uśmiechu.- Boże, co ona tu robi?!- Wykrzyknąłem, widząc bięgnącą w naszym kierunku osóbkę. Najwidoczniej dopiero przed chwilą udało jej się odkleić od wystawy kimon, które można było podziwiać zza szyb wystawowych sklepów Mitsukoshi.
- Po cholerę ty ją tu ściągnąłeś?!
- Daj spokój, myślisz, że zrobiłem to dobrowolnie?- Hiyori rozłożył bezradnie ręce.
- Nie wyglądasz na kogoś, kto by był do tego zmuszany siłą.- Wysyczałem, widząc z jakim trudem ciemnooki kryje uśmiech zadowolenia, który starał się maskować powagą. Zdecydowanie mu to nie wychodziło.
- No wiesz... To nie jest najgorsze, co mogło mi się przytrafić. W końcu ona cię uwielbia.- Posłał mi szelmowski uśmiech.
- Ci? Co mogło CI się przytrafić?! Przecież wiesz, że nie cierpię tej jędzy, a jej próby zwrócenia na siebie uwagi przyprawiają mnie o nagłe skurcze żołądka!
- Daj spokój, Rill-chan, wynagrodzę ci...
- RILL-KUUUUN!- Głośny pisk przerwał nam dyskusję, nie pozwalając mi się wyżyć choćby słownie na tym draniu. Brązowowłosy stworek uwiesił mi się na ramieniu w jakiejś żałosnej parodii uścisku, a raczej próby uwieszenia mi się na szyi. Posłałem zabójcze spojrzenie Hiyori'emu, który zasłonił dłonią usta, próbując utrzymać pozory normalności. Przecież wcale nie zwijał się ze śmiechu.
- Omoo! Jestem taka szczęśliwa, że Rill-kun zgodził się tu przyjść! W końcu zobaczysz jak fajne potrafi być gimbura***** ! Nie martw się, zadbam o to! Obiecuję, że nie będziesz się nudził!
 I w ten sposób zostałem zaprzęgnięty do odbębnienia braterskich obowiązków Hiyori'ego.
 Znalazłem się w moim osobistym piekle. I jego elementem o dziwo nie stał się Angelo.
 A wszystko przez te kręgle.
~*~
- Jak mogłeś mi to zrobić?- Spytałem po raz enty, posyłając Hiyo'emu to samo, rozpaczliwe spojrzenie. Znowu skorzystałem z faktu, że Saki na chwilę odkleiła mi się od ramienia by podziwiać asortyment sklepu Tiffany&Co. Dziewczyna pochylała się nad srebrnymi kolczykami i co chwilę prosiła obsługę o podanie kolejnych par do przymierzenia. Aktualnie zastanawiała się na głos czy te delfinki na pewno spełniają jej wymogi co do słodkości, ciężaru itp bzdur. Przynajmniej na razie nie prosiła mnie o radę.
- Rill-chan, ty znowu o tym?- Hiyo z roztargnieniem przeczesał włosy.- Mówiłem ci już. Mój Otou-san****** kazał mi z nią wyjść, grożąc uziemieniem w domu.- Westchnął, zaplatając ręce na piersi. Pakunki z Cartiere i Bulgari, które już zdążyły się znaleźć w naszym posiadaniu, obiły mu się o klatkę piersiową.- Ja bym ci pomógł w takiej sytuacji, a ty masz mi to za złe?
- Hiyo, może nie przeżywałbym tak tego gdybyś mnie  u p r z e d z i ł! Ale nie, ty mnie wyciągnąłeś na  k r ę g l e  i zamiast być  t a m  i dobrze się bawić, to tkwię  t u  z twoją głupią siostrą!- Wybuchnąłem, kompletnie rozjuszony jego ignorancją.
- Zabiorę cię przecież na te kręgle, a gdyby nie one to byś się nie zgodził.- Chłopak w ogóle nie przejął się moim wkurwem.
- Czemu nie wciągnąłeś w to Kai'a? On przecież jest na każde twoje zawołanie.- Ściszyłem nieco głos, by Saki nie zwróciła na nas uwagi. Mimo to ciągle wlepiałem swoje jadowite spojrzenie w muśniętą słońcem twarz Hiyo'ego, który z resztą właśnie się skrzywił.
- Kai-kun był zajęty.- Rzucił chłodno i zmróżył oczy.
- Wiesz, że nie umiesz...
- Rozmawiacie o Senpai'u?- Szatynka odwróciła się w naszą stronę. Jej ciężki warkocz opadł na ramię. Dwa kryształowe słoneczka poruszyły się w jej uszach.
- Tak, imoto-chan*******.- Hiyori chłodno kiwnął głową, chwilowo będąc jakiś nieswój.
- Anooo.- Oparła się o oszkloną gablotkę z biżuterią.- Senpai dzisiaj się mocno rozchorował. Mówił, że męczy go migrena. Omo. To smutne, że nie może być tu z nami. Wtedy ten dzień byłby idealny. Gomene, Rill-kun.- Pochyliła głowę i spojrzała na mnie spod rzęs. Nie wiedzieć czemu ten gest podziałał na mnie odrzucająco. Wcale nie chciałem być w centrum zainteresowania tej smarkuli.- Ale przynajmniej jesteśmy razem, hai?- Uśmiechnęła się do mnie szczęśliwie.
~*~
- Rill-kuuuuuuun~ Omo, powiedz mi. Co myślisz o tej bluzce?- Brunetka zawirowała z ubraniem przeciśniętym do piersi, znajdując nawet sposób na to, by nie odwracać przy okazji ode mnie spojrzenia.
 Musiałem działać błyskawicznie, by nastolatka nie zorientowała się przypadkiem, że nadal ta sytuacja mi nie odpowiada. A zwłaszcza fakt, że zostałem z nią sam na sam. Ten idiota ni z tego ni z owego stwierdził, że na pewno jesteśmy spragnieni, więc musi coś nam wszystkim kupić. Jedno mi w tym wszystkim nie pasowało. Za długo go nie było. W końcu ile może trwać znalezienie automatu z napojami w Japonii?! Przecież tu automat widzi się co pięć metrów!
 Ignorując swoje wzburzenie, przybrałem pozę myśliciela, podpierając dwoma palcami brodę, a rękę umieszczając na swoim biodrze.
 Przy kobietach zawsze trzeba udawać zainteresowanie, bo automatycznie zrażają się do faceta. Co w tym wypadku nie byłoby takie złe, gdyby nie wywołałoby to napadu histerii u tej czekoladowo włosej dziewczyny.
- Hmmmm.- Mruknąłem, starając się wymyśleć odpowiedź, która nie sprawi, że Saki dostanie napadu padaczki szczęścia / pełnego złości toczenia piany z ust / fali nieuzasadnionych kobiecych fochów. Dlatego też usilnie próbowałem uchwycić jakieś piękno w nadruku na koszulce, które równocześnie nie zrobiłoby z Saki kałuży na podłodze.- Niech no ja chwilę pomyślę.- Dodałem jeszcze pełnym rozmarzenia głosem, starając się dać sobie jak najwięcej czasu. Żebym ja tylko mógł powiedzieć coś mądrego. Ale co? Na zakupy z kobietami normalnie nie chodzę, przynajmniej nie dobrowolnie, a moje kupowanie ubrań zaczyna się i kończy na chwyceniu pierwszego ubrania, które się nawinie pod rękę. A tu co? Musiałem wyrazić swoją opinie na temat każdego łachu, który zaprezentował mi ten karzeł z warkoczami!
- Rill-kuuuuun? Ładnie mi w tym będzie, czy jednak nie?- Saki teraz kołysała się w miejscu, stukając o podłogę swoimi obcasami.
 Tym samym jej melodyjny głos (niemalże wyśpiewała swoje pytania, więc to jedyne określenie, które mogłem na chwilę obecną znaleźć) wyrwał mnie z zamyślenia nad głębią symboliki obrazków na prezentowanej przez brązowooką części garderoby.
- No cóż..., khm, żeby to stwierdzić musisz przymierzyć tę...- Zatoczyłem dłonią okrąg.- bluzkę.- Dodałem, nie będąc pewien czy to na pewno odpowiedź, której oczekiwała. Bo kto tam zrozumie kobiety?
- Omo. Może i masz rację. Lepiej od razu zobaczyć jak to na mnie leży.- Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie, a ja odetchnąłem z ulgą. Kolejna właściwa odpowiedź. Uff. - Rill-kuuuun, przyniesiesz mi resztę ubrań do przymierzalni?- Zatrzepotała rzęsami, i nie czekając na odpowiedź ruszyła podskakując w kierunku boksów, umieszczonych w tylnej części sklepu.
- Ech... Pewnie nie uwinie się z tym do powrotu Hiyori'ego.- Zrezygnowany przewiesiłem przez ramię górę wieszaków z ubraniami. Jeszcze brakuje mi tego, by Saki zaciągnęła mnie do ciasnego pomieszczenia i zaczęła się do mnie przystawiać.
 Zabije go.
~*~
- I jak tam wam idzie?- Rozpromieniony Hiyo pojawił się w przymierzalni po... 20 minutach odkąd wszedłem tu z Saki. I to dodatkowo pojawił się  b e z  picia!
- A jak ma nam iść? Przecież stoimy w miejscu.- Prychnąłem, opierając się o lustro obok boksu, w którym zamknęła się młoda.- Nie zapomniałeś o czymś?
- Ara, a o czym miałem niby zapomnieć?- Po wydaniu dźwięku zaskoczenia chłopak uniósł brwi do góry.
- To już nie pamiętasz dlaczego mnie tu z tą jędzą zostawiłeś?- Sapnąłem z oburzenia.
- Żebyście mogli się dobrze bawić?
- Damedamedame!- Do moich uszu dobiegło histeryczne "nienienie". Co znowu?!
- Saki, żyjesz?- Rzuciłem, nie ruszając się z miejsca.
- Imoto-chan?- Hiyori z głupim uśmiechem uchylił lekko płachtę, która odgradzała nas od przebierającej się dziewczyny.
- Baka! Widzisz to, co ja?! Widzisz?! Widzisz te okropieństwo?! A ja tego  d o t y k a ł a m! Dotykałam! Zabierz to ode mnie!
 Na twarzy zwijającego się ze śmiechu Hiyori'ego wylądowała skąpa sukienka w paski, a następnie zasłona została gwałtownie zaciągnięta. Jednak Saki jeszcze się nie uspokoiła. Piszczała coraz głośniej. Aż pracownik sklepu zajrzał do nas by sprawdzić, co się dzieje.
- Ona na pewno nie jest chora psychicznie?- Westchnąłem z rezygnacją.
- Wydaje mi się, że Imoto-chan po prostu jest uczulona na paski na ubraniach.- Chłopak ciągle nie mógł przestać się śmiać. Wyglądało to żałośnie, bo jego głowę ciągle zdobiła sukienka.
- Jasne, bo to takie normalne.
- Tak w ogóle, Rill-chan, zdajesz sobie sprawę, że nie ściągnąłem cię tu z powodu Saki, ani Tym bardziej kręgli?
 «‡»
Shirahime Saki
Shirahime Hiyori
Linki do zdjęć bohaterów -^
 «‡»
* Galeria Nissana stanowi oficjalną główną siedzibę tego koncernu i jednocześnie miejsce prezentacji najciekawszych modeli tego koncernu.
** San’ai, a dokładnie San’ai dorimu senta (centrum marzeń) to cylindryczny, szklany budynek będący symbolem bogactwa dzielnicy Ginza.
*** Mitsukoshi to dom handlowy pierwszej japońskiej firmy, która odeszła od tradycyjnego japońskiego handlu na rzecz domów towarowych.
**** Wako to budynek o charakterystycznej neorenesansowej fasadzie, wyposażony w wieżę zegarową, z której o pełnych godzinach wygrywana jest melodia. Firma Wako to mniej znany poza Japonią konkurent Seiko w dziedzinie zegarków i biżuterii.
***** Japońskie słowo gimbura, określa chodzenie po galeriach handlowych. Pochodzi od nazwy dzielnicy Ginza i słowa burabura, określającego bezcelowe snucie się z miejsca na miejsce.
****** Z japońskiego "ojciec"
******* Z japońskiego "młodsza siostra"
«†»
Coś ten rozdział wyszedł dłuższy niż miał być, ale mam nadzieję, że mój trud się opłacił i komuś się to spodobało.
Muszę przeprosić, że tyle nie było tego rozdziału, ale najważniejsze jest to, że w końcu się pojawił, prawda?
                                                  Admin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz